Shank 2 - opinia Gracza
12/02/2012 16:11:18 Błażej Gracz
Shank 2 to niezależny tytuł, którego produkcję wsparł koncern Electronic Arts. Można by się spodziewać, że "pan pieniążek", czyli Bobby Kotick chcąc przekształcić naprawdę dobrą serie w maszynkę do robienia pieniędzy doprowadzi go szybko do autodestrukcji. Fani mogą jednak ochłonąć - jest dobrze, a nawet bardzo dobrze! Uściślając, chociaż sequel w sprzedaży znajduje się dopiero od kilku dni to został przyjęty z otwartymi ramionami i wzbudza pozytywne odczucia.
Jeżeli nie znacie serii, powinniście dać Shankowi szansę. Dzieło Klei Entertainment to gra zręcznościowa zachowana w starym dobrym stylu. Bohater, którym kierujemy w przeszłości miał wiele wspólnego z mrocznymi interesami rodziny mafijnej. Teraz los odwraca się przeciwko niemu. Najbliżsi są w niebezpieczeństwie i Shank bez zastanowienia wkracza do akcji. Pragnąc odbudować swój splamiony wizerunek, łapie za broń, bez pardonu eliminuje całe zastępny przeciwników i ratuje przyjaciół. Tak prezentuje się scenariusz napędzający nasze działania wyjaśniając motywy czynów, których się dopuścimy. Uparcie można twierdzić, iż są to kolejny raz powielone stare schematy, ale komu to przeszkadza? Jeżeli wszyscy by powielali je tak dobrze, jak ludzie z Klei, to mielibyśmy same gorące tytuły na rynku.

Przygodę zaczynamy od skompletowania przyrządów w boju niezbędnych. Broń biała, wymagająca stanięcia oko w oko z przeciwnikiem to pierwszy element, jaki wybieramy. Z uśmiechem na twarzy większość zdecyduje się na piłę mechaniczną, chociaż maczeta i pozostałe oferowane narzędzia są również niczego sobie. Dużym wsparciem, szczególnie przy starciu z większą grupą oponentów, jest broń dystansowa. W tej kategorii znajdziemy chociażby pistolety. Można także wczuć się w ninja i wybrać noże - z powodzeniem da się nimi rzucać na duże odległości. Na ostatnim miejscu znajdują się dodatki w postaci granatów lub koktajli mołotowa. Wraz ze wzrostem postępu w grze zostają odblokowane nowe rodzaje broni. Poszczególne przyrządy różnią się wielkością zadawanych obrażeń, prędkością ich zadawania oraz ogłuszeniem. Ich możliwości w każdej z tych 3 kategorii prezentowane są na czytelnych paskach. Później wybieramy już tylko postać i wreszcie gramy.
Wszystkie poczynania podziwiamy z boku - gra ma dwuwymiarową grafikę. Warto wspomnieć, że jej jakość jest na wysokim poziomie. Całość utrzymano w konwencji filmu animowanego. Jeżeli uważacie, że wszystko, co animowane jest dla dzieci to Shank szybko zmieni wasz pogląd. To dość brutalna pozycja, bohater - jak przystało na zabójcę - bez skrupułów dokonuje mordu na kolejnych ofiarach. Możliwości wykonania egzekucji są olbrzymie a przy tym bardzo widowiskowe. Nasz ekran zalewany jest hektolitrami krwi a w tle naliczane są punkty tzw. combo. Od czasu do czasu zdarza się pojedynek z bossem. Nie tylko walki, ale niektóre etapy mogą przysporzyć kłopotu i podnieść ciśnienie - poziom trudności czasem mógłby być odrobinę niższy. Po każdym poziomie liczba uzyskanych punktów jest podliczana i publikowana w internetowym rankingu - ci lepsi mogą brylować na wirtualnym czerwonym dywanie.
Sterowanie niestety leży i kwiczy. Gra w określonych momentach podpowiada nam, jakiej kombinacji klawiszy powinniśmy użyć by z powodzeniem ukończyć jakąś część etapu. Problem w tym, że po chwili lista tych kombinacji robi się dość długa. Na efekty nie trzeba czekać - podczas starcia sporo klawiszy wciskane jest na oślep, byleby zadać jakiekolwiek obrażenie przeciwnikowi. Nie lepiej sprawuje się drugie urządzenie wskazujące - mysz . Podczas zabawy nieustannie widoczny jest kursor, zwykła biała strzałka. Jeżeli wskaźnik jest po drugiej stronie ekranu aniżeli oponenci, postać co prawda porusza się do nich przodem, ale… atakuje w kierunku przeciwnym. Dostajemy niepotrzebny łomot. Idzie się jednak przyzwyczaić do odrobinę nielogicznych rozwiązań i po dłuższym obcowaniu z tą pozycją nie będziemy z tego powodu odczuwać dyskomfortu.

Zaimplementowano przyjemny tryb rozgrywki wieloosobowej w formie kooperacji. Od tego, czy znajdziemy wspólny język z partnerem zależą nasze dalsze losy. Porozumienie w drużynie podczas odpierania ataków grup przeciwników to połowa sukcesu. Prosto mówiąc, kooperacja to nic innego jak wspólny survival.
Czas spędzony z tym tytułem umila naprawdę kawał dobrej ścieżki dźwiękowej. Niekonwencyjne podejście a przede wszystkim niezależność sprawiły, że sequel jest tak dobry jak jego poprzednik. Zwolennicy tego co alternatywne i niedostępne w szeroko rozumianej masowej kulturze będą w siódmym niebie. Podczas produkcji nikt nie dyktował warunków, nikt nie chciał przeforsować pomysłów z zewnątrz. Grze na pewno warto dać szansę, zwłaszcza, że udostępnione zostało demo (demo Shank 2). Shank nie jest dla wszystkich, jedni będą tę pozycje cenić a drudzy nienawidzić, chociaż nigdy nie zdarzyło się, by wszyscy byli zadowoleni.